OCZAMI CHŁOPAKÓW;
Tak bardzo chcieliśmy wejść do Nialla i chociaż go przytulić na pocieszenie. Ale nawet tyle nie mogliśmy zrobić. Siedzieliśmy na korytarzu i czekaliśmy. Niall był u Maluszków, patrzył na nie i wiedział że za chwile jedno może odejść. Płakał, ale nic w tym dziwnego, my również płakaliśmy... Dochodziła 20.
OCZAMI NIALL'A;
Dlaczego ja ?! Dlaczego My ?! . Siedziałem przy aniołkach kiedy podszedł do mnie ksiądz;
- Szczęść Boże.- przywitał się.
- Niech Będzie Pochwalony Jezus Chrystus....- odpowiedziałem przez łzy.
- Przyszedłem bo pomyślałem że może chciałbyś Bracie ochrzcić Swoje dzieci.? Wiem wszystko nie musisz nic tłumaczyć... Rozmawiałem z lekarzem prowadzącym. Mogę z Tobą posiedzieć. Ale chcę wiedzieć czy Ty tego chcesz ? - mówił cicho i spokojnie Duchowny.
- Tak. Chcę...Tylko jeszcze nie znam imion. Z [T.I.] jeszcze się nie zdecydowaliśmy. Stwierdziliśmy że będzie na to jeszcze czas... Jak się myliliśmy...- łzy spływały mi po policzkach, ale dla mnie się to nie liczyło. Wiedziałem że nie mogę się załamać. Jestem im potrzebny...
- Rozumiem Cię. Zastanów się nad imionami a za chwilę tu przyjdę i Ochrzcimy Dzieci. Trzymaj się bracie.
Wyszedłem na chwilę na korytarz do chłopaków. Wstali i przytulili mnie.
- Chłopaki...ja przepraszam... Ale wydaje mi się słuszne żeby poprosić dwóch z Was na ojców Chrzestnych dzieci moich i [T.I.]. Mam nadzieję że się żaden z Was nie obrazi ...
- Nie no Niall przestań. Jesteśmy braćmi...
OCZAMI CHŁOPAKÓW;
- Perrie i Zayn zgodzicie się zostać chrzestnymi mojego syna ? - Zapytał Niall przez łzy...
- Oczywiście.- Perrie i Zayn popatrzyli na siebie i zgodzili się bez wahania.
W tym momencie do szpitala wbiegła siostra [T.I.]
- Mój Boże. Wypadek był... straszne korki. Nie dałam rady wcześniej... Reszta już jedzie... - powiedziała i dała upust nagromadzonym w sobie emocjom. Płakała.
- Meggie zostaniesz chrzestną Pailli ? - zapytał Niall.
-Oczywiście. -odpowiedziała dziewczyna.
-Tylko...że ona może nie przeżyć do rana...- powiedział cicho Niall...-Tak jak zresztą synek...
- Rozumiem i chcę być jej chrzestną.- odpowiedziała pogodnie Meggie.
- Harry... Ustaliliśmy z [T.I.] że ty będziesz ojcem chrzestnym dziewczynki... Nie wiem dlaczego, ale jak ostatnio o tym rozmawialiśmy doszliśmy do takiego wniosku... - powiedział znowu Niall siadając na krześle i zastawiając twarz dłońmi...
- Jasne. Będę zaszczycony.
I w tym momencie przyszedł Duchowny. Wszyscy poszliśmy za nim...
Zaczęła się ceremonia. W końcu nadeszły słowa :
-Imię dziewczynki ?
- Pailla Patricia Horan.. - Powiedział Niall.
-"Ciebie chrzczę w imię......" - mówił ksiądz.
- Imię chłopca ?
- Louis Liam Greg Horan. - powiedział dumnie.
Louis z Liamem popatrzyli na siebie zaskoczeni i uśmiechnęli się przez łzy. Ta chwila była taka piękna i straszna za razem. Nie było z nami w tym momencie [T.I.]. Tak ważnej osoby.
Po wszystkim wszyscy wyszliśmy z sali a Niall powiedział:
- Dziękuje...Dziękuje Wam wszystkim. I mam nadzieję że nikt nie czuje się urażony...
-Niall jesteś najbardziej dzielnym facetem jakiego znamy . I podziwiamy. Trzymaj się. - powiedział jeden z nas.
OCZAMI NIALL'A.
Szedłem pod drzwi sali [T.I.], gdy zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu widniał napis "mama". No tak... ona nic nie wiedziała a ja nie miałem siły jej opowiadać... Nie mogłem odebrać...Za chwilę znów usłyszałem dźwięk mojego telefonu. Tym razem dzwonił Greg....
- Słucham...
-Niall w końcu. Co się dzieje martwimy się. Mama dzwoniła do Ciebie kilka razy do [T.I.] też. Żadne z Was nie odbiera. Co się dzieje? - zapytał zmartwiony brat.
- Jesteśmy w szpitalu Greg. Mamy córeczkę i synka..- nie zdążył dokończyć Niall kiedy brat wszedł mu w słowo.;
-Gratuluję.Ale nie cieszysz się ? Czemu jesteś smutny ?
- Bo stan matki moich dzici jest krytyczny..tak samo jak moich dzieci.... - podałem jeszcze nazwe szpitala i się rozłączyłem. Do sali mojej ukochanej nie można było wejść nawet mi...
Zawróciłem i poszedłem do Pailli i Louiego. Byli tacy malusieńcy. Siedziałem i patrzyłem na te maleństwa. Byłem szczęśliwy i pełen niepokoju i dziwnego żalu do Boga.
Spojrzałem na zegarek dochodziła 23. Nagle usłyszałem dźwięk którego nikt nie chce słyszeć....
Do sali wbiegli lekarze. Zrobił się szum. Musiałem wyjść. Przy sali mojej narzeczonej również coś się działo... Pobiegłem tam ale nikt nic mi nie mówił. Zajrzałem do sali i zobaczyłem jak starają się reanimować mojego skarba. W którejś chwili ktoś pociągnął mnie z tyłu odwrócił i mocno przytulił... Był to Zayn. Stał z Louisem. Stanąłem pod ścianą i poczułem jak tracę grunt pod stopami. Osunąłem się. Chłopacy stali nade mną i płakali. Wszyscy płakaliśmy. Nie wiedziałem co robić. Ktoś zaczął mnie wołać. Pobiegłem do sali gdzie leżały moje dzieci;
-Może się pan ostatecznie pożegnać z dziewczynką... To już ostatnie chwile jej życia... I odejdzie do lepszego świata. - powiedziała pani doktor.
Podszedłem do kruszynki i wziąłem ją na ręce. Była taka malutka.. Nie wiedziałem jak mam ją trzymać... Miałem nadzieję że to tylko straszny sen z którego za chwilę się obudzę i okaże się że będzie dzisiejsze rano i nic takiego nie będzie miało miejsca...
Przytuliłem ja do serca i szepnąłem do niej;
- Moja kochana kruszynko. Zawsze będziesz Córeczką tatusia. Niezależnie co się wydarzy. Będę Cię kochał całym moim sercem. Kochana Pailaa Patricia....
Gdy mówiłem ona jakby się do mnie uśmiechała. Pocałowałem ją i pomyślałem o [T.I.]. Czułem jakby była w tej chwili razem z nami. Jakbyśmy wszyscy stali tutaj razem i przytulali się. Byłem pewny że ona jest z nami nie ciałem lecz duszą...
Spojrzałem w kierunku szyby i zobaczyłem moją mamę i mamę mojej ukochanej... Patrzyły na Nas. A ja tak chciałem im się pochwalić jaką mam śliczną córeczkę... Uśmiechały się. Harry zrobił nam zdjęcie. Dziękowałem mu w duchu że to zrobił... To pamiątka na całe życie... Założyłem Pailli ubranko które bardzo spodobało się [T.I.] i kupiła je specjalnie dla córeczki. Była to malutka różowa sukieneczka. Przytuliłem kruszynkę i podszedłem z nią do mojego synka. Byli do siebie podobni....
Nie wiem co działo się później... O 01;21 było już po wszystkim... Mojego Aniołka nie było na ziemi... Odszedł do nieba...
OCZAMI CHŁOPAKÓW;
Godzina 01;21 Pailla Patricia Horan odeszła do Nieba... Harry z Meggie poszli i ucałowali małe ciałko. Zdążyli to zrobić gdy jeszcze była wśród Nas.
OCZAMI NIALL'A
- Pan Horan ? - zapytała pani doktor
- Tak to ja. Co z [T.I.] ??
- Ja właśnie w tej sprawie. Jej stan jest już stabilny. Może Pan do niej wejść... I jeszcze chciałam powiedzieć że przykro mi ale też gratuluję. Jest Pan bardzo dzielnym człowiekiem. - powiedziała to i odeszła. A ja wszedłem i w końcu zobaczyłem moją kochaną narzeczoną. Była strasznie blada. A po policzkach spływała jej łza....
- Hej Kochanie... - powiedziałem.- mamy śliczne dzieci....
- wiesz... Ona będzie tam szczęśliwa....
- o czym ty Skarbie mówisz ? - zapytałem zaskoczony.
- o naszej Księżniczce. W niebie będzie jej o wiele lepiej niż tu...
- ale..skąd wiesz ? - nie spodziewałem się takiej reakcji...
- Rozmawiałam z nią. Chciałam aby to ona została z Wami ale ona wyjaśniła mi że to ja jestem Wam bardziej potrzebna. I że ona będzie zawsze przy Nas, będzie nas wspierać. A ja muszę wychować z Tobą ... Louisa prawda ? - byłem zaskoczony, ale i szczęśliwy.
- Tak. Louis'a Liam'a Greg;a. Jestem dumny z Ciebie, z Louisa i z Pailli Patrici. Kocham Cię. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi Kochanie. - powiedziałem a łzy spłynęły po policzkach nam obydwu....
/MRS.HORANOWA :')
Witam, przepraszam za spam. zapraszam na nowy rozdział :) http://winter-land-story.blogspot.com/ zachęcam do komentowania :)
OdpowiedzUsuń